W drodze do sklepu zaczęła się zastanawiać, czy to nie były omamy. Upał, przemęczenie, a może nawet opóźnione skutki uboczne zatrucia w Krakowie. Kto to wie. Zdecydowanie ten dzień nie był jej dniem. Na szczęście zostały jej tylko do zrobienia podstawowe zakupy, więc do domu wróci w miarę szybko i bez obciążeń. Dłonie dzisiaj nie będą ją piekły. Te cholerne reklamówki nie nadają się do przenoszenia cięższych zakupów – pomyślała.
Klimatyzacja w sklepie dała jej chwilowe ukojenie. Bała się jednak pomyśleć co będzie, gdy wyjdzie. Od dzieciństwa borykała się z nawracającymi anginami więc tak duża różnica temperatur była dla niej ryzykowna. Zawsze zaczyna się podobnie: chrypka, ból gardła, temperatura i utrata głosu. Czopy w gardle rozgaszczają się prawie natychmiast i organizują tam zbiorową imprezę. Gdyby nie antybiotyki chyba by tego nie przeżyła. Jednak teraz, teraz jest już dorosła i przez wiele lat udało się jej wypracować swój własny i działający plan. Gdy zrobi zakupu i wychodzi do przedsionka sklepu, chwilę tam czeka, aby temperatura się wyrównała pomiędzy tym, co jest w środku, a tym, co na zewnątrz. Sama nie wiedziała, czy to ma jakiekolwiek, medyczne uzasadnienie, ale skoro działa, to dlaczego by tego nie stosować. Już nawet sąsiedzi wiedzieli o jej dziwacznym nawyku, bo początkowo jedyna tak robiła. Później dołączyło do niej kilka starszych osób, które spragnione chyba były rozmowy, bardziej niż zadbania o swoje gardło. Nigdy nie odmawiała. Dzięki temu miała źródło informacji lokalnych, bo starsze panie okazywały się nad wyraz poinformowane. Wiedziała, co się dzieje na dzielni, kto z kim się pokłócił, kto zwymiotował pod blokiem i kto jest dobrym, a kto złym sąsiadem. Najbardziej zorientowana we wszystkim był Pani Jola. Co prawda, cały dzień zwisała z okna na swojej ulubionej poduszce, bacznie obserwując, to co się dookoła dzieje i wydawać by się mogło, że w jej wieku wzrok może płatać figle, ale nie, Pani Jola widziała wszystko. Kto nie sprzątnął kupy po psie, komy wypadły śmieci z pojemnika i ich nie sprzątnął, a nawet kto kogo często odwiedza. Wieczorem zaś robiła obchód po sąsiadach, przekazując i odbierając informacje, by móc je potem skatalogować i poukładać w odpowiednich przegródkach. Pamięć też miała dobrą, bo nie raz wypominała jednemu, czy drugiemu jego występki sprzed roku. Posiadanie lokalnego szeryfa miało swoje dobre i złe strony. Do tej pory pamięta pewien uroczy wieczór, gdy przesadziła z alkoholem i zataczając się, wracała do domu, wybierając najbardziej zacienione miejsca i przepełzając przez krzaki. Z jednej strony nie miała wyjścia, bo jedyną linią prostą, którą w tym stanie znała, była krzywa wielokrotnie złożona, a z drugiej strony, obawiała się krytycznej analizy sąsiedzkiego forum z Panią Jolą, na czele. Na całe szczęście sąsiadka wówczas spałą albo odbywała obchód po sąsiadach, bo w światło było w jej mieszkaniu zgaszone, okno zamknięte, a poduszka schowana. Gdy następnego dnia dowiedziała się od sąsiadów, że prawdopodobnie na ich osiedlu zagościły dziki, bo krzaki są połamane, a i ziemia miejscami zryta, nie wiedziała, czy się oburzyć, czy odczuć ulgę.
Tym razem w sklepowym holu nie zatrzymał się nikt. Chwyciła więc zakupy i wyszła lekko oswojona już z temperaturą panującą na zewnątrz. Zadzwonił telefon. Przełożyła reklamówki do lewej ręki, prawą dotykając kieszeni, Szlag. Gdy tylko potrzebowała wyjąć cokolwiek ze spodni, w momencie, gdy miała zajęte ręce, za każdym razem odnajdywała to w kieszeni, do której nie miała dostępu. Gdyby się uparła to może by i sięgnęła, ale po pierwsze bardzo niewygodnie wyjmuje się telefon w takiej pozycji, a po drugie kiedyś spróbowała. Skurcz mięśni żeber, o których nie miała nawet pojęcia, że istnieją, dokuczał jej przez tydzień. Wolała nie ryzykować. Zatrzymała się, odłożyła siatki na bok i wyjęła telefon.
Raport proszę – powiedziała przyjaciółka.
– A co mam Ci powiedzieć. Wracam z pracy, zrobiłam zakupy, gorąco jak cholera, ledwo się toczę do domu, a w autobusie był chyba gość w kapeluszu.
– O cholera, śledzi Cię. Uważaj na siebie. Pamiętaj, że za każdym razem jak będziesz wracać do domu, obejdź budynek dwa razy i za drugim razem zaczaj się gdzieś w krzakach i sprawdź, czy nie jesteś śledzona. Oglądałam na Tik-toku taki kanał, jednej Pani detektyw. Masz jeszcze gaz pieprzowy?
– Zużyłam już cały.
– To kup sobie koniecznie. Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu, pamiętaj. A co postanowiłaś z naszą sprawą?
– Naszą?
-No… z szukaniem dowodów, aby policja nie umorzyła postępowania?
– Muszę się jeszcze nad tym zastanowić. Mam co prawda kilka pomysłów, ale wiesz, że to niebezpieczne.
– Dobra nieważne, jak będziesz już coś miała, to zadzwoń. A teraz sprzedam Ci newsa!
– Opowiadaj.
– Piotr zaprosił mnie na randkę. Jutro, czy to nie cudownie.
– Czyżby stracił na Twoim punkcie głowę.
– Ciebie też zaprosił – powiedziała przyjaciółka.
– Mnie, a po co. Przecież to wasza randka, a nie moja. Sama nie wiem, może chciał, abym nie czuła się przy nim zbyt onieśmielona.
– Ty przy nim… onieśmielona? Widziałam przez chwilę, jak gruchałaś w knajpce, niczym uwodzicielska gołębica – zakończyła lekkim śmiechem. Poza tym jestem zajęta. Mam, jak wiesz, misję do wykonania i życie do uratowania, może nawet setki istnień… kto to wie….
Wieczorny dzik

